fbpx
Czytasz
Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz – książka na lato

Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz – książka na lato

Rudy kot bez rodowodu Joanna Burdek

Jeśli jesteś na moim blogu to pewnie mnie znasz, a jeśli nie to cześć. Zapraszam Cię do lektury powieści o której opowiedzą Ci różne, fajne kobiety:

Nie kupuj Rudego kota w worku.
Oto miauczące recenzje:

Książka Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz Joanny Burdek składa się z historii trzech kobiet: Magda, nauczycielka ze wsi która pragnie miłości; Karina tkwi w toksycznym związku od lat i w końcu postanawia coś z tym zrobić oraz Blanka, pracownica korporacji dla której bardzo dużą rolę odgrywają w życiu sny. Potrafi je zapamiętać, jakby były rzeczywistością.. W tych historiach nie zabraknie również mężczyzn: Marek, który miał traumatyczne dzieciństwo przez chorą psychicznie matkę; Krzysztof, który jest, był partnerem dwóch kobiet wyżej wymienionych ale nie zdradzę co i jak 😉 i Dyrektor korporacji (Korpoludek)…

Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz Joanny Burdek to książka zupełnie inna niż takie co dotychczas czytałam.

Historie z początku wydają się być oddzielne ale po jakimś czasie wszystko się łączy i pasuje do siebie jak porozrzucane puzzle.

Książka mi się bardzo podobała 😊 i ciężko było się od niej oderwać. Ma w sobie nutkę tajemniczości, magii i nudnego życia codziennego… idealne połączenie

https://www.instagram.com/p/CPQZPGqhsLn/

Chcę czy nie chcę?
Książkę Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz Joanny Burdek z autografem autorki można nabyć wyłącznie tutaj: Chcę Kota Daj mi Kota. Miau



Oto inne recenzje:

Lubicie czytać książki, które na pierwszy rzut oka są nieoczywiste, dziwne? Intrygują okładką, nietuzinkowym tytułem? Dostając propozycję Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz nie wiedziałam w sumie na co się porywam. Zapoznałam się z opisem i stwierdziłam, że to będzie kolejne ciekawe wyzwanie. I takie było 🙂 „Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz” to książka z literatury obyczajowej, w której poznajemy kilku bohaterów. Ich przemyślenia są ciekawe, czasami ironiczne, miejscami bardzo trafne. Niektórzy mogą się z nimi nie zgodzić, inni przybiją piątkę. Kobiety, które poznajemy nie zgadzają się z pewnymi regułami, które rządzą światem. Oczywiście w ich życiu pojawiają się mężczyźni, jednak nie goszczą w nim długo. Z pozoru każda z historii jest inna, nie łączy się, jednak im dalej posuwamy się do przodu czytając książkę, tym więcej mają one ze sobą wspólnego. Zaintrygowała mnie postać Blanki, która zapamiętuje swoje sny i tak naprawdę nie wiadomo, na ile pokrywają się z rzeczywistością 😉 Książka pobudza czytelnika do przemyśleń na temat naszego życia. Podobało mi się to jak autorka przedstawiła pracę w korporacji, pogoń za pieniądzem, statusem, ale przy tym zerowym życiu osobistym. Przyznam, że postrzegam ją tak samo, dlatego nigdy bym się tam nie zatrudniła 😀 Jest to inna książka. Nie czyta się takich na co dzień. Polecam serdecznie, jeśli szukacie lektury nie tak prostej, jak mogłoby się wydawać, a jednocześnie mogącej być bliżej Waszym poglądom niż myślicie 😉

https://www.instagram.com/p/CPYsZrjh-9G/

😂😂Widzę, że nie tylko ja mam dziwne sny. Książka Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz jest jak zwariowany sen. Kompletnie nie wiesz o co chodzi, śmiejesz się z tego jak twój mózg ma kosmate myśli,sporo rzeczy zapominasz, a inne tkwią w głowie jak głaz, którego nie da się za nic wyrzucić z głowy 🤔🤔 Jest to idealna książka na letnie dni. Weźcie koc i usiądźcie gdzieś w parku i zanurzcie się w tej lekturze. Nie zauważycie jak was wciągnie a ☀️ juz dawno ustąpiło miejsca 🌙 Zakończenie nie rozumiem, ale czy zawsze trzeba myśleć trzeźwo. Ta książka jest mega irracjonalna dlatego tak lekka i fajna do czytania.

https://www.instagram.com/p/CPcwhNYsnmz/

„Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz” to historie trzech kobiet, początkowo ze sobą niezwiązane, w pewnym momencie się łączą Poznajemy Blankę niezwykle barwną postać, pracownicę korporacji, która nauczyła się zapamiętywać swoje osobliwe sny niemal w całości. Magdę, nauczycielkę, kochającą bieganie, książki i nie mającej szczęścia w miłości. Spotykamy również Karinę, która po latach zdobywa się na odwagę, aby zmienić swoje życie. Naszym bohaterkom towarzyszą również panowie. Marek, którego matka chorowała psychicznie i jego żony też. Krzysztof, piękny mąż Kariny i Korpoludek kochający „Panią Korporacje” i wykonujący wszystkie zadania „na asap”. Nasze bohaterki nie chcą dostosowywać się do otaczającej rzeczywistości, spełniać cudzych oczekiwań. Jedyna opcja, to zabić szatana pod schodami. To książka zupełnie inna od wszystkiego co czytałam. Dającą chwilami do myślenia a przy tym lekko napisana. Mówiąc, a raczej pisząc krótko, bardzo podobała mi się ta pozycja ❤️ Już czekam na kolejne książki❤️

https://www.instagram.com/p/CPciCU6BZGD/?utm_medium=copy_link

Do przeczytania tej książki skusił mnie rudy kot w tytule, myślałam, że to będzie coś zabawnego. Rudy kot ukazał mi się tylko raz, co specjalnie zabawne nie było, ale nie znaczy, że w tej historii nie było zabawnych momentów. Ta historia wciągnęła mnie na tyle, że książka Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz autorstwa debiutującej pisarki Joanny Burdek została przeczytana w jeden wieczór. Przeczytałam, ale trudno mi jasno się wyrazić, co tak naprawdę o niej sądzę. Nie jest to taka zwykła opowieść, bo wywołuje mnóstwo emocji. Nie brakuje tu zabawnych momentów, są też pikantne sceny erotyczne z wywołującymi zażenowanie szczegółami, ale cała treść przesiąknięta jest pewną tajemniczością, która według mnie nie jest przewidywalna. Bo jak można przewidzieć bardzo dziwne, prawie realistyczne sny Blanki, które w pewnym momencie już nie potrafiłam odróżnić od rzeczywistości. Człowiek ma różne sny, po których się budzi i szybko zapomina, tamte sny jakby się nie kończyły w końcu wciągnęły pozostałe bohaterki opowiadania, które łaczy chęć przeciwstawienia się przeciwko jakże popularnej męskiej dominacji, jak również pragnienie przeciwstawienia się kobiecej uległości. Blanka podobna do tysięcy kobiet, niezbyt towarzyska, nie czuje się dobrze wśród obcych ludzi, źle się czuje w świecie korporacji, nie przepada za swoim firmowym towarzystwem, w czasie przerw zwierza się kumplowi informatykowi. Blanka niczym specjalnie się nie wyróżnia, poza długimi, pełnych przygód i dziwacznych postaci, które z biegiem lat nauczyła się zapamiętywać w całości. Jej życie zmieniło się nagle, kiedy szukając w internecie metod utylizacji zwłok swojego psa, kliknęła w tajemniczy link prowadzący do wyszukiwarki snów. Dziewczynka, której tato zabił się na progu łazienki. Powiedzenie „W domu ludzie umierają” nabiera znaczenia. Sama musiałam kiedyś jechać na pogotowie po upadku na podłogę. Efektem był plasterek chirurgiczny na brodzie, ale tato dziewczynki nie miał już tyle szczęścia. Zabił się na śmierć. „Zaprowadzili ją do pokoju obok. Ją i młodszego braciszka. Bawili się. A potem strasznie zachciało jej się siku. I pan sanitariusz przyniósł jej niebieski, stary nocnik. Potem znowu się bawili, a potem zrobiło się strasznie cicho. Panowie wyszli, a taty już nie było na progu. Tylko leżał na łóżku bardzo, bardzo biały. Jak kreda. I mama powiedziała jej, że tata poszedł do nieba, a jej brat bardzo się ucieszył, bo myślał, że teraz poleci do niego samolotem. I mama się rozpłakała. A potem wszystko znikło. I została sama.” Karina była zwykłą dziewczyną z kamienicy, miała kilka par jeansów, według innych „zapowiadała się dobrze”, nie żyła w luksusie. Była prymuską w szkole, później na uczelni, była błyskotliwa, wyróżniała się sposobem bycia i myślenia. Kiedy wyszła za pewnego uroczego przystojniaka, w całości poświęciła się małżeństwu. Mąż okazał się toksycznym kretynem, co jest bardzo powszechne wśród takich rozpuszczonych wśród otoczenie lalusiów, prowadzi podwójne życie, nie obchodzi go nawet, kiedy pewnego dnia dzwoni ze szpitala z prośbą o przywiezienie potrzebnych rzeczy. Po prostu przeszkadza mu w pracy. Ten sam laluś spotyka się po kryjomu z Magdą. Magda każdą wolną chwilę poświęca na czytanie książek. Ma ich pełno pod zakurzoną ścianą, czyta je w swoim specjalnym pokoju, czyta je w łazience nawet podczas sikania, biega słuchając audiobooków. Budzi się obok książek. Pewnego dnia przechodząc przez las poznaje Krzysztofa, który zauroczył ją właśnie tym, że zobaczyła go pochłoniętego książką. Krzysztof akurat jest mężem Kariny, o czym ona jeszcze nie wie. Wszystkie te kobiety wraz z dziewczynką łączy niechęć do istniejących reguł oraz stereotypów. W pewnym momencie wszystkie znikają ze swojego codziennego życia, spotykają się w pewnym, jakby oderwanym od rzeczywistości miejscu. Ich wspólnym celem jest zakończenie tego dziwnego świata toksycznych zadufanych w sobie mężczyzn i uległych im kobiet, dzięki czemu realizują pewien plan, co kończy się całkiem nieoczekiwanie. Historia ta po przeczytaniu długo daje do myślenia. Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz to debiutancka powieść Joanny Burdek, której premiera była zaledwie kilka dni temu, więc proszę nie pisać, że jej nie znacie, bo nie znacie, chyba że już ją zdążyliście przeczytać. Na pewno warto przeczytać, bo wciąga niemal od początku, od początku przesiąknięta jest pewną tajemniczością. Nawet nie zdążycie zauważyć, kiedy znajdziecie się na 242 stronie tej książki.

https://www.wblaskumarzen.pl/2021/06/rudy-kot-bez-rodowodu-i-zielony.html

Ta książka jest pokręcona jak jej tytuł. „Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz” to mieszanka wybuchowa, która zaskakuje w momentach, w których się tego nie spodziewamy. Nieraz w trakcie jej czytania pomyślałam „co ta autorka bierze, że wymyśla takie rzeczy???”. Tu fikcja literacka miesza się z wydarzeniami, których bohaterkami mogłaby być każda z nas. To ułatwia zidentyfikowanie się choćby z częścią sytuacji. Te proste historie mogą uśpić naszą czujność, ale tylko na chwilę… Poznajemy historie trzech kobiet – Blanki, pracowniczki korporacji, która nie cierpi nadmuchanych koleżanek z pracy, pogoni za pieniądzem i awansami; Kariny, która żyje w wykańczającym, toksycznym związku; Magdy, pragnącej zaznać prawdziwej miłości i małej dziewczynki, która staje się przewodniczką w świecie łączącym wszystkie wydarzenia. Owe kobiety chcą przeciwstawić się dominacji mężczyzn. Razem stają w szeregu, aby połączyć siły i wreszcie powiedzieć „STOP”. Brzmi jak opis feministycznego manifestu? Pozory potrafią mylić. Książka „Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz”wydała mi się intrygująca od samego początku. W tym kontekście nie zawodzi ani na moment. Przeskoki ze świata całkowicie realnego do świata totalnej fikcji, wręcz magii nie pozwalają się nudzić. Momentami trudno nadążyć za rozwojem zdarzeń, ale wszystko to powoduje, że chcesz czytać dalej, aby jak najszybciej poznać zakończenie. O ironio! Myślałam, że wiem jakie ono będzie, przewidywałam… ale nawet nie otarłam się myślami o to co się na końcu całej historii wydarzy. Zakończenie powoduje, że ze szczęką na podłodze szybko analizujesz to co przeczytałaś i… nadal jesteś w szoku. „Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz” to na pewno nie jest pozycja dla każdego. Niemniej czytelnicy, którzy lubią być zaskakiwani, lubią się w trakcie czytania rozmyślać „o co do licha w tym wszystkim chodzi?”, lubią połączenia kilku, czasem totalnie abstrakcyjnych światów powinni być zadowoleni.

https://www.linkedin.com/posts/o-ksi%C4%85%C5%BCka_ksiafbahqki-books-activity-6805515905695588352-U26I/

Nie zdarzyło mi się pisać jeszcze recenzji ” na świeżo” czyli od razu po skończeniu książki, ale tym razem muszę. Ta książka robi kisiel z mózgu. Dostajesz książkę, której opis wskazuje na lekką, zabawną, historyjkę kilku kobiet, które chcą być sobą w świecie, w którym dopasowywanie się jest przecież można powiedzieć atutem, książkę której okładka nic specjalnego sobą nie zdradza, a tytuł jest wręcz dziwny, no bo sorry „RUDY KOT BEZ RODOWODU I ZIELONY KORYTARZ” mi się kojarzy wiecie z czymś w stylu poradnika jakiegoś takiego ni to motywującego ni rozwojowego no ni cholery niewiem czemu mam takie skojarzenia. W każdym razie, każde moich wrażeń jest mylne. To genialna książka z ogromnym przesłaniem, I wcale nie podpięłabym jej pod obyczajówkę, to już taki thriller. Autorka do ostatniej strony każe czekać na wyjaśnienia, I albo jak jestem tak głupia, że się wcześniej nie zorientowałam, albo ona jest tak genialna, że potrafiła tak pięknie czarować tą historią, że czytelnik nie ma SZANS na domyślenie się. Oczywiście stawiam na to drugie. 4 kobiety właściwie 3: Magda, Karina i Blanka oraz mała dziewczynka, która jest w tej historii bardzo ważna, to główne postacie. Jedna- pragnie miłości, druga -którą dobija toksyczny związek, trzecia- której sny są tak nierealne, a które ona zapamiętuje tak dokładnie. I mała dziewczynka, która wie więcej niż może się wydawać. Każda z nich jest zupełnie inna, Każda ma inne problemy, Każda zmaga się z własnym życiem i jego rozterkami. 4 osoby, które łączy więcej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. Podsumowując, bardzo podobała mi się tą książka, mam nadzieję, że będę mogła czytać kolejne książki autorki bo czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Plus za świetne pióro, fabułę, przekaz, I przede wszystkim za pomysł. POLECAM 5/5

https://www.instagram.com/p/CPtoGQ6hj1H/?utm_medium=copy_link

Tak. Rudy kot bez rodowodu i zielony korytarz ma dużo recenzji – po więcej zapraszam na stronę Kota. Dobra idę.

Kupić czy nie kupić?
Sprawdź sama/sam fragmenty na stronie: No spoko, spróbuję


Książkę z autografem autorki, czyli moim, bo ja to piszę Joanna Bu, można nabyć wyłącznie tutaj: Chcę Kota Daj mi Kota. Miau

A jeśli chcesz bez autografu, to wszędzie indziej.
Ale wtedy nie będzie pomazana mazakiem.

© 2020 BRANDBU - JOANNA BURDEK. ALL RIGHTS RESERVED.